Kong: Wyspa Czaszki - recenzja

10-03-2017 10:14
autor: avatar mmad
Są w świecie filmu historie nieśmiertelne. Tym razem bierze się za nią niespecjalnie doświadczony Jordan Vogt-Roberts. Czy kolejny film o legendarnym Kongu zdaje egzamin?
Biorąc pod uwagę, że mieliśmy w historii tyle remake’ów King Konga, łatwo przejść obojętnie obok kolejnego. Ale już po chwili seansu okazuje się, że reżyser na ten film autentycznie ma pomysł. Akcja rozgrywa się w połowie lat 70., gdy Amerykanie na tarczy wychodzą z Wietnamu. Tymczasem grupa ekspedycyjna wraz z żołnierzami ma zbadać tajemniczą Wyspę Czaszki, położoną na Pacyfiku. To jeden z ostatnich zakątków na ziemi, który nie został jeszcze odkryty przez człowieka. Szybko się jednak okazuje, że wyspa wcale nie jest przyjazna ludziom, a zamieszkuje ją gigantyczny, 30-metrowy goryl, który bynajmniej do gościnnych nie należy.



Tym co wyróżnia nowego Konga, jest mocna wymowa polityczna. Bo choć akcja rozgrywa się w Ameryce Nixona, to wydaje się, że wiele rzeczy ma się odnosić do współczesnej sytuacji politycznej. "Kong: Wyspa Czaszki" ma też mocno proekologiczną wymowę. Mimo tego, nie ma to być w założeniu film zbyt ambitny, mimo że reżyser do tej pory specjalizował się właśnie w kameralnym kinie niezależnym. Kong to przede wszystkim film dla widzów spełnionych akcji i emocji. Scen akcji jest mnóstwo, a niektóre są naprawdę udane, na przykład gdy nagle spadają amerykańskie helikoptery. Są jednak też i sceny, które po prostu zahaczają o tandetę. Film na szczęście nie jest jednym z tych obrazów, które nie mają zupełnie warstwy emocjonalnej - w tym przypadku naprawdę idzie się co najmniej kilka razy wzruszyć. To co wydaje się najciekawsze w Kongu, to nawiązania do klasycznych obrazów - na przykład "Doktora Strangelove'a" czy też "Czasu Apokalipsy". Widać, że debiutujący w dużej produkcji reżyser chciał mrugnąć okiem do kinomanów i wielbicieli ambitniejszych produkcji. Ale Vogt-Roberts całkiem umiejętnie przenosi nas w przedziwne lata siedemdziesiąte - z jednej strony czasy okropnej wojny w Wietnamie, z drugiej - historyczny moment, w którym masowy staje się ruch pacyfistyczny.



Ale nie wszystko się niestety reżyserowi i scenarzystom udało. Nie udało się uniknąć częstego problemu filmów akcji. W masie świetnych i nieźle zrealizowanych scen brak jakiejś narracji, która sprawi, że cała fabuła ma ręce i nogi. Niestety, nowy Kong to bardziej zlepek scen niż sensownie zaplanowana i zrealizowana produkcja. Jeśli chodzi natomiast o obsadę, to całkiem nieźle wypada Tom Hiddleston oraz Brie Larson. Zobaczymy też Samuela L. Jacksona, ale niestety nie jest to rola, która w pełni pokazuje jego talent. Ale tak naprawdę to wszyscy aktorzy grają tu role drugoplanowe, bo najważniejszy jest oczywiście tu sam Kong. Ten jest tu bardzo dopracowany, ale jednak nie budzi takiej sympatii, jak ten klasyczny.

Na pewno "Wyspa Czaszki" nie jest kolejnym bezmyślnym hollywódzkim remakiem klasycznego filmu. Kong nie tylko wciąga i robi wrażenie niektórymi scenami, ale też nieraz zmusza do myślenia. Ale pozostawia też całkiem spore poczucie niedosytu. Bo gdyby popracowano trochę nad scenariuszem, obraz Vogt-Robertsa mógłby być naprawdę godny legendy King Konga.
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Polecamy
Najnowsze newsy