Moonlight - recenzja

03-03-2017 11:50
autor: avatar igor_eber
"Moonlight" - kameralny dramat w reżyserii Barry’ego Jenkinsa - stał się jednym z najbardziej zaskakujących filmów roku 2016, zdobywając liczne nominacje do BAFT, Złotych Globów i przede wszystkim Oscary dla najlepszego filmu, dla Mahershala Aliego w roli drugoplanowej oraz za najlepszy scenariusz adaptowany. To subtelne, wyważone i znakomicie poprowadzone kino, które przewrotnie gra ze stereotypami związanymi z tematyką dotyczącą środowisk afroamerykańskich i problemów z tożsamością płciową.
Z historią "Moonlight" zapewne nieodłącznie zwiąże się anegdota o uznawanej za największą w historii Oscarów wpadce w trakcie uroczystości. Warren Beatty wręczający nagrodę dla najlepszego filmu otrzymał bowiem złą kopertę i pierwotnie odczytał jako zwycięzcę "La La Land" uznawany niemal za pewnego zwycięzcę w tej kategorii. Dopiero twórcy "La La Land" zorientowali się w tej pomyłce, oddając nagrodę producentom filmu "Moonlight".

Jednak ta pomyłka nie powinna przysłonić walorów "Moonlight", który w zasadzie pozostawia widza lekko bezradnym w momencie odpowiedzi na pytanie, o czym to właściwie jest. Streszczenie filmu brzmi bowiem lekko banalnie i wydaje się spełnieniem lewicowych marzeń o kinie zaangażowanym. Oto czarnoskóry, nadmiernie wrażliwy chłopak dorasta w jednej z biednych dzielnic Miami, pozbawiony obecności ojca. Matka jest uzależniona od narkotyków, a w szkole chłopaka gnębią koledzy, rozpoznający jego inność seksualną w momencie, kiedy on sam nie jest jej jeszcze świadomy.



Barry Jenkins umiejętnie jednak łamie nasuwające nam się odruchowo obrazy związane z tą opowieścią, w której łatwo popaść w nadmierne zaangażowanie i nieznośne moralizatorstwo. Jego bohaterowie w żadnym wypadku nie są jednowymiarowi. Matka Chirona (Naomie Harris), choć zamienia jego życie domowe w piekło, we wzruszający sposób potrafi jednak wyznać mu też miłość. Lokalny diler (Mahershala Ali), będąc dystrybutorem narkotyków dla matki chłopca, jednocześnie stanie się jego mentorem w dzieciństwie, w subtelny sposób tłumacząc mu, czym jest homoseksualizm.

Największym zaskoczeniem będzie jednak dla widza sam główny bohater, ukazywany przez reżysera w trzech odsłonach akcji rozgrywającej się kolejno w dzieciństwie, okresie nastoletnim chłopca i jego dorosłości, choć nie dojrzałości. Znakomicie dobrani kolejno: gnębiony i nazywany Little w dzieciństwie Alex R. Hibbert, dorastający Chiron - Ashton Sanders i dorosły już Black - Trevante Rhodes - dają prawdziwy popis gry aktorskiej, tworząc całościowy portret człowieka, który broniąc się przed nietolerancją otaczającego go świata, kryje się za maską twardziela. Dopiero spojrzenie w oczy dorosłego już bohatera - czarnoskórego mięśniaka rozbijającego się drogim wozem do wtóru gangsterskiego rapu - pozwala zrozumieć, że nadal kryje się w nim ten prześladowany w dzieciństwie, wrażliwy chłopiec tęskniący za bliskością drugiej osoby.



Reżeyser "Moonlight", Barry Jenkins, nie tylko potrafi znakomicie dobrać i poprowadzić aktorów, ale też subtelnie operować przebiegiem tej opowieści pozbawionej w zasadzie przełomowych i wstrząsających momentów, jednak dotykającej przez to jeszcze mocniej widzów. Historia Chirona rozegrana została delikatnymi niuansami światła, kolorystyki zdjęć, innej dla każdego okresu życia chłopaka, wreszcie muzyki, w której gangsterskie bity mieszają się z muzyką klasyczną i znaczącą dla całości filmu piosenką Borisa Gardinera "Every Nigger is a Star" otwierającą film i powracającą na jego koniec w scenie, kiedy napięcie między bohaterami widzącymi się po latach zdaje się rozsadzać ekran.

W "Moonlight" nic nie zostaje powiedziane do końca, co jest kolejnym ewenementem na tle współczesnego kina, epatującego często niepotrzebnie kolejnymi scenami seksu i brutalności. Tutaj emocje między bohaterami rozgrywane są w intensywności spojrzeń, chwilach milczenia czy rozbijającej je muzyce. Być może to właśnie dlatego będący adaptacją sztuki teatralnej "Moonlight" uwodzi widzów na całym świecie, zmęczonych już nadmiarem wrażeń i fajerwerków serwowanych im przez hollywoodzkie kino.
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Polecamy
Najnowsze newsy