xXx: Reaktywacja - recenzja

25-02-2017 19:05
autor: avatar mmad
Stwierdzenie, że Hollywood uwielbia sequele, nie jest specjalnie odkrywcze. Ale żeby robić kontynuacje dawno zapomnianej i w sumie średnio udanej serii? Teoretycznie sensu to nie ma, ale pewnie producenci liczą, że fani Vina Diesela kupią wszystko z nim w roli głównej.
Pierwsza część xXx weszła do kin w 2002 roku. Film nie spotkał się ze zbyt entuzjastycznym przyjęciem ze strony recenzentów, za to przyniósł niemal 300 milionów dolarów zysku. Nieźle, ale Vin Diesel był w tym momencie na samym szczycie kariery. Trzy lata później więc do kin trafiła kolejna część xXx, nazwana "Następny poziom". Problem w tym, że w obsadzie sequela… nie było już Vina Diesela! Jak można było przewidzieć, obraz okazał się totalną klapą i każdy myślał, że to już koniec serii. Jako że nie była ona niczym wybitnym, mało kto po niej płakał. Aż nagle w 2017 roku xXx sobie nam o sobie przypomina. I znów Vin jest w roli głównej.



Jak można się spodziewać, sama fabuła nie jest tu wybitnie wyszukana. Oto światu zaczyna zagrażać zupełnie nowa generacja terrorystów i zdobywa urządzenie, zdolne do kontrolowania każdej militarnej satelity świata. Więc zdesperowana organizacja xXx postanawia oszukać Xandera Cage’a. Ten musi więc zarzucić swoją spokojną egzystencję i wrócić do akcji. A jako że jest przecież uzależniony od adrenaliny, to w końcu daje się go przekonać.

Wszystko jest jedynie pretekstem do kilku rzeczy. Oczywiście pierwszą rzeczą są sceny akcji. Niektóre są nieźle zrealizowane i nawet trzymają nieco w napięciu. Jednak nic tu specjalnie nie zapada w pamięć. Ale tak naprawdę to w nowym xXx wcale nie chodzi o strzelaniny i pościgi. To po prostu film dla tych, którzy chcą na ekranie pooglądać swoje ulubione gwiazdy. Numerem jeden jest tu oczywiście sam Vin Diesel. Być może nie jest już tak szalenie popularny, jak na początku XXI wieku, gdy na sam szczyt wynieśli go "Szybcy i wściekli". Ale to ciągle nie tylko bardzo znany aktor, ale wręcz jedna z najważniejszych postaci popkultury - ponad 100 milionów polubień na Facebooku na pewno robi wrażenie na każdym producencie. Ale widzimy tu też inne gwiazdy. Być może nazwisko Deepiki Padukone (wciela się w rolę Sereny Unger) niewiele nam powie, ale to supergwiazda kina hinduskiego. Donnie Yen to z kolei bardzo popularny aktor rodem z Chin. Tę plejadę międzynarodowych celebrytów zamyka sam… Neymar. Piłkarz najwyraźniej miał przyciągnąć do kin mieszkańców Brazylii.



I nie można pozbyć się wrażenia, że nowe xXx to po prostu produkt, który ma się sprzedać pod każdą szerokością geograficzną. Dla każdego (ważnego rynku) mamy więc coś miłego. Można powiedzieć, że to w sumie pozytywne, że Hollywood otwiera się na inne kraje, a nie tylko zatrudnia gwiazdy z Los Angeles czy Nowego Jorku. Problem w tym, że ten film nawet nie próbuje udawać, że jest czymś więcej, niż pretekstem do pokazywania gwiazd. Ale i to można jeszcze jakoś zrozumieć. Ale żeby w tym celu wskrzeszać dawną zapomnianą serię filmów sprzed ponad dekady? To wszystko wydaje się pozbawione sensu. Ale pewnie i tak tłumy stawią się do kin, by pooglądać zmagania ulubionych celebrytów.
Ocena recenzenta:
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Najnowsze newsy