Fences - recenzja

13-02-2017 11:33
autor: avatar igor_eber
Sztuka Agusta Wilsona "Fences" - uważana jest za jeden z najważniejszych dramatów XX wieku i stawiana obok takiego klasyka, jak "Śmierć komiwojażera" Arthura Millera. Dramat, za występ w którym na Broadwayu Denzel Washington i Viola Davis otrzymali nagrody Tony, w 2017 roku wejdzie na ekrany kin w Polsce, wyreżyserowany przez Denzela Washingtona.
To trzecia podejście Denzela Washingtona do reżyserii, pokazujące temat wyjątkowo bliski jemu oraz większości społeczności afroamerykańskiej. "Fences" jest bowiem opowieścią rozgrywającą się w latach 50. w Pittsburghu i portretującą, podobnie jak "Śmierć komiwojażera" dysfunkcyjną rodzinę, która za fasadą udanego życia ukrywa małe, codzienne dramaty.



Grający także w ekranizacji w duecie z Violą Davis, Denzel Washington tworzy portret Troya, śmieciarza z Pittsburgha, którego największym marzeniem jest przesiadka z pozycji dźwigającego kubły ze śmieciami pracownika na kierowcę ciężarówki. Piątkowe wieczory spędza wraz ze swoim kumplem Bono na podwórku za domem, czekając na kolację, popijając gin z butelki, zapewniając świat o miłości do żony i rozprawiając o spełnieniu swoich marzeń. Kiedy Washington, który na potrzeby filmu zmienił akcent, w rytmiczny, specyficzny sposób podaje kolejne frazy, wszystko wydaje się być idyllą. Kolejne sceny jednak odkrywają poważne rysy na tej pozornie gładkiej fasadzie rodzinnej sielanki.

Oto bowiem brat Troya, Gabriel, ofiara urazów mózgu doznanych w czasie wojny, snuje się po ulicach Pittsburgha wierząc, że jest archaniołem Gabrielem i czekając na otwarcie bram nieba przez świętego Piotra. Starszemu synowi Troya, Lyonsowi, niespecjalnie układa się kariera muzyka jazzowego, regularnie więc przychodzi prosić ojca o pieniądze. Stosunki między nimi nie wyglądają więc najlepiej, a Troyowi wręcz wydaje się sprawiać sadystyczną radość zmuszanie Lyonsa do błagania go o pożyczkę. Największy dramat rozgrywa się jednak w związku z najmłodszym synem, Cory’m, który ma szansę na rozwijanie swojej kariery w footballu. W Troyu tak mocno tkwi jednak zadra z czasów, kiedy sam grał w baseball i z powodów rasowych nie był w stanie awansować do głównej ligi, że odmawia podpisania dokumentów, które pozwoliłyby synowi trafić do college i zmusza go do rezygnacji ze szkoły.



Nic dziwnego, że Denzel Washington, który w 2010 roku odniósł wielki sukces na Broadwayu wraz z Violą Davis jako gwiazdy występujące w dramacie Wilsona, zabiegał przez sześć lat o możliwość wyreżyserowania tego filmu. Zagranie Troya Maxsona dało mu bowiem możliwość stworzenia prawdziwie wielowymiarowej postaci, która początkowo budzi współczucie widza, po czym zaczyna wywoływać wściekłość ze względu na swój egoizm i zaślepienie. To jednak partnerująca mu w roli żony Rose Maxson Viola Davis budzi powszechny zachwyt i jest typowana jako zwyciężczyni tegorocznych Oscarów, jeśli chodzi o role drugoplanowe. Nic dziwnego, jej monolog w momencie, kiedy Rose musi stawić czoła egoizmowi Troya prowadzącemu niemal do rozpadu rodziny, uderza w widzów z całą mocą talentu tej aktorki. Davis, znana z roli w "Służących", za które otrzymała pierwszą swoją nominację do nagrody Amerykańskiej Akademii Filmowej i już nagrodzona Złotym Globem za rolę w "Fences" zdecydowanie zasługuje na docenienie. Byłoby to przewrotne uhonorowanie czarnoskórej aktorki także ze względu na ubiegłoroczny skandal związany z Oscarami, kiedy to nominacje i nagrody otrzymali wyłącznie aktorzy o białym kolorze skóry.

"Fences" zdecydowanie zdradza swoje teatralne pochodzenie w reżyserii Washingtona, który postawił przede wszystkim na siłę dialogów, nie sztuczki filmowe. Większość akcji rozgrywa się we wnętrzach domu Maxsonów lub w jego bliskim otoczeniu, potęgując jeszcze wrażenie duchoty i gorących emocji pulsujących pod ich dachem. Może to początkowo sprawiać wrażenie pewnej statyczności. Kiedy jednak mocniej wejdziemy w rytm poetyckich dialogów Wilsona i damy się uwieść intensywności gry aktorskiej, okazuje się, że ten niepozorny dramat kryje w sobie znacznie więcej emocji niż mogło się początkowo wydawać.
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Polecamy
Najnowsze newsy