Sing - recenzja

19-01-2017 09:00
autor: avatar maniek
Uczłowieczone zwierzęta cieszą się w kinach całkiem sporym powodzeniem, czego dowiódł brawurowy "Zwierzogród" będący triumfalnym powrotem animacji spod znaku Wytwórni Disneya. Pokusie sukcesu nie oparło się także studio Illumination Entertainment znane przede wszystkim z filmów z Minionkami.
"Sing" to opowieść o marzeniach zwierząt, które nad wszystko chcą śpiewać, zamieszkujących miasto dziwnie przypominające Los Angeles.

"Sing" to przebojowa historia o realizowaniu wbrew wszystkim okolicznościom marzeń grupy niewierzących za bardzo w swoje umiejętności zwierząt wypełniona dobrze znanymi hitami muzycznymi, którą można też czytać jako opowieść o tęsknocie za prawdziwą sztuką porywającą tłumy. Takiej właśnie sztuki był świadkiem główny bohater animacji - uroczy miś koala Buster Moon (w wersji oryginalnej mówiący głosem Matthew McConaugheya, w polskiej - Marcina Dorocińskiego), który zabrany przez ojca w dzieciństwie na występ gwiazdy piosenki Nany Noodleman poczuł, że jego największym marzeniem jest własny teatr. Udało się go otworzyć dzięki pomocy ojca, jednak prowadzenie dochodowego biznesu i jednocześnie przybytku sztuki nie jest prostym zajęciem. Kiedy w kasie zostaje więc niecałe 1000 dolarów, Buster wpada na pomysł zorganizowania konkursu śpiewania, który przyciągnie do jego teatru tłumy widzów. Na skutek pomyłki wiekowej, 200-letniej sekretarki Bustera pod teatrem na początek zjawiają się tłumy chętnych do walki o wielką nagrodę pieniężną…



Animacja studia Illumination nie porywa może specjalnie odkrywczą treścią, bo raczej od początku wiadomo, że grupce wybranej przez Bustera zwierząt uda się odnieść sukces, co zabawnym zestawieniem zwierzęcych postaci wykonujących piosenki, które mimowolnie zaczynamy nucić razem z nimi. Jednym z najmocniejszym fragmentów filmu jest więc samo przesłuchanie tłumu kandydatów. I tak groźny byk wykonuje piosenkę Crazy Town "Butterfly (Come my baby)", pająki - "The Ketchup Song (Asereje)" Las Ketchup, a krewetki - "Crazy in Love" Beyonce. Z tego tłumu uda się wyłowić Busterowi zarozumiałą mysz Mike’a, nieśmiałą słonicę Meenę, goryla Johny’ego z problemami rodzinnymi, zapracowaną matkę dzieciom świnkę Rositę i zbuntowaną nastoletnią jeżozwierzycę Ash. Każde z nich marzy o śpiewaniu, ale najpierw będą musieli pokonać codzienne kłopoty i zobowiązania odwodzące ich od realizacji tych zamierzeń. No i pomóc Busterowi, bo w trakcie przygotowań do wielkiego finału to i owo nie pójdzie zgodnie z jego zamierzeniami.



Nie jest "Sing" może rewelacją na miarę "Zwierzogrodu", humor jest tu zdecydowanie mniej wyrafinowany, a animacja dość prosta, ale to na pewno dobra rozrywka dla całej rodziny. Dzieciaki będą miały ochotę na dzikie tańce przy współczesnych przebojach, starsi uśmiechną się z sentymentem słysząc na ścieżce dźwiękowej nieco starsze utwory, jak "Under Pressure" Queen i Davida Bowiego czy "I’m still standing" Eltona Johna. Wielbiciele starych filmów odnajdą w "Sing" kilka ładnych nawiązań do klasyki kina, przede wszystkim "Bulwaru Zachodzącego Słońca" w postaci dawnej gwiazdy piosenki Nany Noodleman, które nadają dodatkowych smaczków tej animacji. Wszystkich zaś zgodnie porwie finał, w którym wbrew przeciwnościom losu, nasi bohaterowie dają koncert godny największych gwiazd sceny muzycznej z efektami specjalnymi, może nie do końca zaplanowanymi, ale robiącymi tym większe wrażenie. Wykonywanej przez Mike’a wersji "My Way" Sinatry nie powstydziłby się taki współczesny showman, jak Robbie Williams, a nieśmiała słonica Meena swoim głosem w "Don’t You Worry ‘Bout A Thing" Steviego Wondera rozkłada (i to w sensie dosłownym) wszystkich i wszystko dookoła.

Poprzednia "zwierzęca" animacja Illumination Entertainment - "Sekretne życie zwierzaków domowych" - zachęcające miała przede wszystkim trailery, w których jak się okazało, zawarty został cały humor filmu. W przypadku "Sing", choć twórcy postawili na dość prosty scenariusz, humor i rozwiązania fabularne, znajdziemy jednak dużo więcej momentów zabawnych, a nawet wzruszających.
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Polecamy
Najnowsze newsy