Manchester by the Sea - recenzja

18-01-2017 15:15
autor: avatar igor_eber
Nowojorski reżyser i scenarzysta Kenneth Lonergan powraca na ekrany kin zaskakującym melodramatem z przebłyskami czarnego humoru i znakomitą rolą Caseya Afflecka nagrodzonego za nią Złotym Globem w kategorii najlepszy aktor dramatyczny.
I choć to głównie rola Affflecka jest wymieniana jako największy atut "Manchester by the Sea", to amerykański reżyser uwikłany w kłopotliwe procesy sądowe po swoim ostatnim filmie "Margaret" może tym razem świętować spory sukces. Bardzo prawdopodobna jest też kolejna nominacja Afllecka do najważniejszej nagrody w amerykańskim biznesie filmowym - Oscara. Czy tak się stanie - dowiemy się 24 stycznia 2016 r.

Lonergan portretuje w swoim filmie rodzinę niepełną i skonfliktowaną, a jednocześnie pilnie przepracowuje temat żałoby po śmierci bliskich osób. Lee Chandler grany przez Caseya Afflecka jest zamkniętym w sobie konserwatorem budynku mieszkającym w Bostonie i użerającym się z wiecznie niezadowolonymi lokatorami. Z tego samotniczego, wegetatywnego trybu życia wyrywa go nagle informacja o śmierci brata mieszkającego w tytułowym Manchester. Lee wraca do miasta na pogrzeb i dowiaduje się, że zgodnie z jego ostatnią wolą, stał się opiekunem osieroconego przez brata nastoletniego Patricka. Wbrew swoim chęciom i dramatycznej przeszłości, która spowodowała ucieczkę Lee, musi ułożyć sobie od nowa życie w mieście i otoczeniu mało przyjaźnie nastawionych do niego ludzi.



"Manchester by the Sea" nie jest propozycją dla osób oczekujących od kina wartkiej akcji i efektownych twistów dramatycznych. Akcja toczy się tutaj niespiesznie, z minuty na minutę odsłaniając motywacje Lee, jego przeszłość i konsekwencje podjętych niegdyś decyzji. Głównymi atutami tej produkcji są wykreowany przez reżysera przenikający do szpiku chłód obrazów komponujący się z wewnętrznym chłodem jego bohatera, znakomita gra wykonawców głównych ról oraz błyskotliwe dialogi, które nawet najbardziej poruszające emocjonalnie sceny rozładowują za chwilę czarnym humorem. W filmie błyszczy nie tylko Casey Affleck, ale też partnerujący mu w roli zupełnie inaczej nastawionego do życia bratanka Lucas Hedges. Cięte dialogi między tą dwójką należą do najlepszych ripost filmu, które zapewne będą cytowane licznie przez internautów. Prawdziwą kreację stworzyła w "Manchester by the Sea" także Michelle Williams w roli byłej żony Lee. Spotkanie tej dwójki jest jedną z najbardziej przejmujących scen filmu, kiedy dwójka bliskich sobie niegdyś osób nie potrafi się ze sobą kompletnie skomunikować i łatwiej jest im wyładować gniew w postaci rękoczynów.



Casey Affleck, który dostał główną rolę w "Manchester by the Sea" po tym, jak Matt Damon planowany pierwotnie jako główny bohater, musiał wycofać się ze względu na inne zobowiązania, udowadnia po raz kolejny, jak ciekawym jest aktorem. Młodszy brat Bena Afflecka jak na razie dokonuje znacznie ciekawszych wyborów w swojej karierze i ma na koncie już wcześniejsze nominacje do Oscara i Złotych Globów za rolę w filmie "Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda". W roli Lee Chandlera sprawia wrażenie człowieka o kamiennej twarzy, którego nic nie jest już w stanie poruszyć. Choć w początkowej serii starć z lokatorami kamienicy, którą się zajmuje, wywołuje to efekt komiczny, jednak stopniowo dostrzegamy, że pod przyjętą maską w jego bohaterze aż buzują skrywane emocje i przeżycia. Mimo braku emocjonalnych reakcji, to napięcie źle wpływa na całe jego otoczenie powodując, że większość osób oddycha z ulgą, kiedy Lee wychodzi z pomieszczenia.

"Manchester by the Sea" to zdecydowanie propozycja dla osób, które szukają w kinie głębszych emocji, pozostających w widzach długo po wyjściu z kina. Kenneth Lonergan w opowiadanej historii nie przynosi łatwych pocieszeń, ani idealnego rozwiązania problemów z którymi borykają się jego bohaterowie. Daje jednak wrażenie, że faktycznie patrzyliśmy na ekranie na ludzi takich, jak my, którzy nieuchronnie z problemami z przeszłości i przerabianiem żałoby muszą zetknąć się w swoim życiu.
Ocena recenzenta:
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Szybcy i wściekli 8 - recenzja
27-04-2017 15:01

Szybcy i wściekli 8 - recenzja

To jeden z tych filmów, których widzowie wiedzą dokładnie co dostaną. W ósmej części serii jest to, co już doskonale znamy, z tym, że podane w jeszcze bardziej widowiskowym sosie.
Dzieciak rządzi - recenzja
21-04-2017 18:18

Dzieciak rządzi - recenzja

Gdy DreamWorks bierze się za jakąś nową animację, to wiadomo, że bez echa ona nie przejdzie. A jeśli za film odpowiedzialny jest Tom McGrath, twórca "Madagaskaru", to oczekiwania muszą być bardzo duże. I"Dzieciak rządzi" to rzeczywiście urocza, momentami bardzo zabawna komedia. Może nie na miarę "Madagaskaru", ale na pewno powinna spodobać się dzieciom, a dorosłym może i bardziej.
Pakt krwi - recenzja
12-04-2017 15:25

Pakt krwi - recenzja

Nicolas Cage to z pewnością uzdolniony aktor, ale jak mało kto ma tendencję do występowania w naprawdę kiepskich filmach. "Pakt krwi" jest jednym z nich, choć to wcale nie Cage - wbrew promocyjnym plakatom - nie gra tu pierwszych skrzypiec.
W starym, dobrym stylu - recenzja
11-04-2017 10:01

W starym, dobrym stylu - recenzja

Doborowe trio zdobywców Oscarów: Michael Caine, Morgan Freeman i Alan Arkin w rolach emerytów, którzy wkurzeni wykorzystywaniem ich przez system i wielkie banki, planują zemścić się na nich przełamując stereotypy spokojnych i uległych staruszków. "W starym, dobrym stylu" to klasyczna historia napadu na bank, szczególnie lubiana przez Hollywood.
Polecamy
Najnowsze newsy