"Autopsja Jane Doe" - recenzja

11-01-2017 08:38
autor: avatar maniek
Norweski reżyser, Andre Ovredal, choć ma na swoim koncie już dwa filmy, w tym głośne mockumentary „Łowca trolli”, debiutuje w Hollywood klasycznym horrorem, umiejętnie wykorzystując wszelkie reguły tego gatunku. „Autopsja Jane Doe” to kameralny horror, który choć rozgrywa się w ciągu jednego wieczoru między zaledwie trójką bohaterów, potrafi nieźle przestraszyć.
Oto w spokojnym miasteczku w Stanach, w piwnicy domu znalezione zostaje ciało pięknej, młodej dziewczyny. Jej odcisków ani danych nie ma w bazie policji, więc w poszukiwaniu odpowiedzi, kim jest tajemnicza Jane Doe (tak w Stanach określane są ciała o nieznanej tożsamości), szeryf przywozi ciało do miejscowego koronera – Tommy’ego Tildena (w tej roli pojawia się Brian Cox) pracującego w piwnicach własnego domu. Pomaga mu syn, technik medyczny – Austin (Emile Hirsch), który ponieważ sprawa rozwikłania tożsamości Jane Doe jest wyjątkowo pilna, rezygnuje z randki i zostaje z ojcem w kostnicy. Tak rozpoczyna się najdziwniejszy wieczór w życiu obu specjalistów, którzy badając ciało pięknej denatki (w tej roli Olwen Cathryn Kelly) będą musieli porzucić kierujące nimi do tej pory racjonalne myślenie. Kolejne szokujące odkrycia dokonywane przez nich w ciele zmarłej są nie do pojęcia dla osób usiłujących wszystko logicznie wytłumaczyć.



Podobno nakręcenie gatunkowego horroru było od zawsze marzeniem norweskiego reżysera Andre Ovredala, który specjalnie poprosił swojego agenta o szukanie scenariuszy tego typu. Historia napisana przez Iana B. Goldberga i Richarda Nainga zaintrygowała go od razu, postanowił więc ją jak najszybciej zekranizować. Trzeba przyznać, że udało mu się stworzyć na tyle oryginalne dzieło, iż część krytyków okrzyknęła „Autopsję Jane Doenajlepszym horrorem 2016 roku.

Ovredal umiejętnie bowiem wykorzystał wszystkie zagrania i sztuczki pozwalające mu straszyć widzów, zachowując przy tym jednak umiar i stawiając bardziej na budowanie klimatu niż prymitywne krwawe rąbanki dominujące w ostatnich latach w kinie tego gatunku. Akcja „Autopsji Jane Doe” rozgrywa się niemal w całości w tajemniczych wnętrzach rodzinnego domu Tommy’ego Tildena, który budowany był przez kolejne pokolenia tej rodziny. Już sama wędrówka słabo oświetlonymi labiryntami jego korytarzy potrafi wywołać uczucie zagrożenia. Jeśli jeszcze dodamy do tego windę z zacinającymi się zabezpieczeniami, stare radio, z którego w pewnym momencie zaczynają wydobywać się dziwne dźwięki i szalejącą nad miasteczkiem burzę – mamy już pełen zestaw środków, za pomocą których reżyser umiejętnie podsyca nastrój grozy.



Jego film dzieli się formalnie na dwie połowy. W pierwszej, z wykorzystaniem stylistyki gore, śledzimy profesjonalnie wykonywaną pracę dwóch specjalistów, dla których obcowanie z ciałami zmarłych jest codziennością. Przez to chłodne, profesjonalne podejście, zbliżenia na wydobywane przez nich poszczególne części ciała nieboszczyków, nie są aż tak szokujące dla widzów przyzwyczajonych dzisiaj do znacznie mocniejszych efektów. Ovredal przygotowuje widzów tym samym do drugiej części swojego filmu, w której dużo ważniejszy będzie narastający klimat zagrożenia dla obu mężczyzn. Dzięki stopniowo dawkowanym informacjom o tajemniczych znaleziskach w ciele młodej kobiety, razem z nimi będziemy w napięciu starali się rozwikłać zagadkę: co właściwie przytrafiło się tajemniczej Jane Doe? Tylko wtedy mają szansę na zrozumienie dziwnych zjawisk, które zaczynają rozgrywać się wokół nich.

Norweskiemu reżyserowi, przy użyciu w sumie skromnych środków, udało się stworzyć horror, który potrafi zapadać w pamięć i budzi szacunek umiejętnościami konstruowania przez Ovredala wciągającej całości. Świetnie dobrana trójka aktorów w głównych rolach, w tym, jak przyznał sam reżyser: najtrudniejszej damskiej, granej przez Olwen Cathryn Kelly, to jego kolejna zasługa. Znakomita jest chemia między Brianem Coxem i Emile Hirschem w rolach bardziej racjonalnego ojca skupiającego się przede wszystkim na tym, co można odczytać ze zwłok i synem, zastanawiającym się nad tym, dlaczego trafiły one na stół sekcyjny. To właśnie połączenie ich sił spowoduje, że dojdą prawdy, nawet jeśli wydaje się ona nieprawdopodobna.
Ocena recenzenta:
Spodobał Ci się artykuł ?
Śledź nas na facebook.

Zobacz też inne recenzje

Lekarstwo na życie - recenzja
22-02-2017 11:03

Lekarstwo na życie - recenzja

Gore Verbinski, znany dotąd najbardziej jako reżyser "Piratów z Karaibów", wraca tym razem do horroru. Film jest świetnie zrealizowany, autentycznie i początkowo bardzo wciąga. Szkoda, że w pewnym momencie fabuła się rozjeżdża i widz jest coraz bardziej skonsternowany.
PolandJa - recenzja
17-02-2017 15:43

PolandJa - recenzja

Czy komedia o współczesnej Polsce, która ma coś zarówno z Barei, jak i z "Dnia Świra" i filmów Smarzowskiego ma szanse być porywająca i oryginalna? Debiutujący na dużym ekranie Cyprian T. Olencki chciał pokazać, że nasz kraj można pokazać w krzywym zwierciadle w znany sposób, ale jednak z nutką czegoś nowego. Jak wyszło?
Milczenie - recenzja
16-02-2017 11:19

Milczenie - recenzja

Do tego projektu Martin Scorsese przygotowywał się przez trzydzieści lat. "Milczenie" - opowieść o starciu zachodniej cywilizacji i kultury chrześcijańskiej z japońską wchodzi w lutym na ekrany kin w Polsce. Światowa premiera tego filmu odbyła się już pod koniec grudnia 2016 roku.
Fences - recenzja
13-02-2017 11:33

Fences - recenzja

Sztuka Agusta Wilsona "Fences" - uważana jest za jeden z najważniejszych dramatów XX wieku i stawiana obok takiego klasyka, jak "Śmierć komiwojażera" Arthura Millera. Dramat, za występ w którym na Broadwayu Denzel Washington i Viola Davis otrzymali nagrody Tony, w 2017 roku wejdzie na ekrany kin w Polsce, wyreżyserowany przez Denzela Washingtona.