Kamienie na szaniec - recenzja

07-03-2014 00:24
megafon.pl
Robert Gliński podejmuje wspaniałą próbę: o młodych bohaterach Walczącej Warszawy, Szarych Szeregach, chce opowiedzieć w stylu amerykańskim. Udaje mu się to tylko częściowo.
"Kamienie na szaniec" mają dynamiczne tempo, podkręcającą akcję współczesną muzykę Łukasza Targosza, charyzmatycznych i nieopatrzonych aktorów w rolach głównych (Tomasz Ziętek, Marcel Sabat) i sprawdzony drugi plan (Andrzej Chyra, Wojciech Zieliński, Krzysztof Globisz, Danuta Stenka), rewelacyjne zdjęcia Pawła Edelmana i dobrze rozegrane sceny akcji. Z pomysłem film przedstawia też życie w okupowanej stolicy - tajne komplety, radio ukryte w kuchence, skrytki na broń, zaplecza, z których obserwowano Niemców, stroje i meble, działania sabotażowe. To wszystko naprawdę gra i zostało sprawnie ułożone wedle gatunkowych wymogów. Nawet rozstrzelanie w strugach deszczu i piosenka warszawiaka, który w ostatnich chwilach zdobywa się na bunt przeciwko swoim oprawcom wpisują się w klimat i konwencję. Nawet pierwszy seks.


Problem leży jednak w scenariuszu. Skróty, uproszczenia i zmiany w stosunku do literackiego pierwowzoru Aleksandra Kamińskiego były, oczywiście, nieuniknione. Żaden film nie odda wszystkich niuansów książki. Słuszną zdaje się decyzja o zdjęciu bohaterów z patriotycznego piedestału i zastąpieniu patosu energią. Niezrozumiałe jednak jest to dlaczego poszło to tak daleko i stali się oni roztrzepanymi młodziakami, którzy kierują się chwilowymi emocjami. Fatalnie wręcz sportretowane zostały dziewczyny - nastolatki kochają się w swoich chłopcach i regularnie popadają w spazmatyczny płacz albo krzyczą. Trudno w "Kamieniach na szaniec" mówić o bohaterstwie - gdy najpierw jest ono sztubackim marzeniem o wolności, a potem marzeniem o dorosłej walce z wrogiem. Patrzymy na chłopaków, współczujemy Rudemu, którego torturują hitlerowcy, ale nie do końca się w to wszystko angażujemy, nie do końca widać w tym sens. Blednie to, co powinno być najważniejsze: przyjaźń i lojalność oraz - tak - oddanie ojczyźnie.



Po seansie pozostaje nie tylko spory niedosyt, ale i wrażenie, że Amerykanie na pewno opowiedzieliby tę historię lepiej. Nawet gdyby Zośka i Rudy mieli mówić po angielsku, poszlibyśmy pewnie ślepo za nimi i duma rozpierałaby nasze serca: walczyli i zginęli, żebyśmy byli wolni, a nie dlatego, że byli sympatycznymi, ale nieodpowiedzialnymi i nieokrzesanymi chłopakami.

Zobacz też inne recenzje

Śmietanka towarzyska - recenzja
23-08-2016 10:16

Śmietanka towarzyska - recenzja

Woody Allen nie próżnuje i mimo osiemdziesiątki na karku, ciągle regularnie wypuszcza coraz to nowe filmy. Tym razem legendarny reżyser bierze na warsztat złotą erę Hollywood. Tematyka raczej nie zaskakuje, w końcu Allen stworzył już mnóstwo obrazów na temat fabryki snów. Ale nawet jeśli skończyły mu się nieco pomysły, to ciągle jego filmom nie można odmówić uroku.
183 metry strachu - recenzja
18-08-2016 10:20

183 metry strachu - recenzja

Jeśli motyw rekinów pojawia się we współczesnym kinie, to głównie są to produkcje z pogranicza kiczu i pastiszu, chociażby wspomnieć słynne "Rekinado". Tymczasem okazuje się, że ciągle można zrobić świetny thriller z rekinami w rolach głównych.
Geniusz - recenzja
15-08-2016 07:50

Geniusz - recenzja

Zapowiadał się niezły film biograficzny o Thomasie Wolfe - cenionym amerykańskim pisarzu z pierwszej połowy XX wieku. Powstał rzeczywiście udany film, choć klasyczna biografia to raczej nie jest. Raczej opowieść o męskiej przyjaźni i pokaz talentu reżysera Michaela Grandage'a.
Miasto 44 - recenzja
29-07-2016 14:17

Miasto 44 - recenzja

"Miasto 44" to kolejne ujęcie tematyki Powstania Warszawskiego. Powstanie to, nawet kilkadziesiąt lat później wciąż budzi emocje i pytanie "Czy było trzeba? Czy warto". "Miasto 44" nie jest jednak kolejną patetyczną produkcją, ani patriotyczną laurką na cześć bohaterom. A przynajmniej nie dosłownie.
Najnowsze newsy